Wiadomo, że w chemii odkrycie prawa stałych stosunków
doprowadziło do teorii atomowej materii i systemu pierwiastków
chemicznych - niebywałe osiągnięcie myśli analitycznej. Prawo to
mówi, że ustalone stosunki ilościowe istnieją w związkach
chemicznych, ale nie w mieszankach. Tylko mieszanki w proporcjach
ściśle przygotowanych na podobieństwo tych znalezionych w związkach
chemicznych mogą z sobą kompletnie przereagować. Przypuszczam, że
miłość polega na przyciąganiu i zbliżaniu się wzajemnym takich
złożonych amalgamatów, w których są zmieszane inne substancje, ale
w rozmaitych proporcjach tak, że nie mogą z sobą całkowicie
przereagować. W zwykłej mieszance po przereagowaniu z inną
mieszanką pozostaje zazwyczaj jednego składnika nadmiar, podczas
gdy inny zostaje całkowicie wyczerpany. Powiedzmy, że to pojedyncza
osoba jest takim amalgamatem dążeń, pragnień i darów, które innym
chce zaoferować. Wtedy pragnie ona miłości jako proporcjonalnego
spożytkowania jej darów i zaspokojenia jej głodów i apetytów. Osoba
w miłości chce być cała. Ze względu jednak na chroniczne
niedopasowanie tego, co tę osobę spotyka, mamy brak, głód i
wyczerpanie. Fatalny skutek miłości. "Za mało albo za dużo" to
efekt dążenia do bycia obsłużonym, albo obdarowania kogoś sobą, w
sposób kompletny i ostateczny, zderzającego się z brakiem stałej
proporcji elementów w obiektach kochających i kochanych. Nie tylko
dawanie "za mało albo za dużo" jest tym nieszczęsnym rezultatem
miłosnej interakcji, ale też otrzymanie "za mało, albo za dużo",
pozostanie ze smutnym nie wykorzystanym nadmiarem tego, czego było
dużo, albo też wstyd z nieposiadania w odpowiedniej mierze tego, co
jest pożądane.
Inny zły skutek miłości to uzależnienie się od obiektu kochanego
i wyobrażenie sobie, że to on jest tym, który nasyca głody i
przyjmuje dary, a bez niego życie jest nic nie warte. To jest w
istocie zakochanie się - iluzja i fatamorgana spełnienia, podczas
gdy faktycznie pojawia się jednocześnie nasycenie i
wyczerpanie.
Przeciwieństwem miłości jest nienawiść (z braku lepszej nazwy
tak zwana). Jej siły są też jednostronne, lecz odpychające.
Odpychanie od siebie nazywa się wzgardą, oddalanie od innego żalem
i rozczarowaniem.
Uczestnictwo w orgii nie jest aktem prostym. Wymaga przygotowania. Podczas gdy miłość często pragnie spontanicznej doskonałości, orgia nie oczekuje doskonałości, ale nigdy nie obywa się bez przygotowania. Dlatego też orgia prawie zawsze się udaje.
Tak więc można przygotować się do orgii przez odrzucenie sublimacji poszczególnych elementarnych składników i stopienie ich w jedną jakość, która na zasadzie średniej arytmetycznej będzie zbliżona do jakości wyprodukowanej przez innych uczestników orgii. Osoba ludzka stara się zatracić swą indywidualność, aby móc przystąpić do ceremonii orgiastycznej. Kiedy funkcjonalne składniki osoby ludzkiej zlewają się w jedno zapytać by można -- cóż to takiego jest? Nie mam na to odpowiedzi: może to być energia, chaos, źródło, otchłań śmierci, samozatracenie. Nie wiem. Co prawda do takiego postępowania zachęcał nas niejeden boski bądź półboski nauczyciel.
Inne przygotowanie do orgii to właśnie sublimacja, wyodrębnienie, wybór tego składnika, który jest przeznaczony do udziału w orgii. Oznacza to pozostawienie pod ochroną całej większej reszty składników osoby. A więc tutaj pojawia się wyrafinowanie i, jak mówią niektórzy trochę niepoprawnie, wyuzdanie. Ale to właśnie jest ta apollińska, artystyczna wersja orgii, gdzie uczestnik zachowując kontrolę nad proporcjami swych składników ma zintensyfikować oraz spożytkować jeden z nich. Wersja stopienia składników osobowości w jedno to podejście dionizyjskie.
Siły miłości ciągle odgrywają rolę w orgii. Dążąc do obiektu
atrakcji (eros), bądź też przyciągając do siebie ten obiekt i
obdarowując go sobą (agape), podmiot działań orgiastycznych nie
przedstawia się już jako całkowita osoba, lecz jako przetworzony
agent - czy to jako dionizyjski chaos i źródło, który zniósł i
zmazał swoje cechy i właściwości, - czy to jako apolliński
wysublimowany artysta władający biegle pewną sferą swej osoby.
1. Narkotyki -- te które wyodrębniają jedną ze sfer
oddziaływania i odczuwania.
2. Sport, wysiłek fizyczny i wyczyn sportowy, na przykład bieganie,
albo podnoszenie ciężarów.
3. Sztuki apollińskie: poezja, literatura, sztuki wzrokowe takie
jak malarstwo i fotografia, w których chodzi o uchwycenie czegoś
atrakcyjnego i zatrzymanie go w formie zasadniczo statycznej.
4. Rozpusta cielesna - wyodrębnienie zmysłowości i ciała od reszty
osoby.
5. Rozpusta intelektualna - użykowanie wyłącznie intelektualnej
strony osoby.
6. Praca, czyli rozpusta produkowania - też prowadzi do wzmocnienia
pewnych właściwości i wygaszenia innych.
Inne są sposoby dionizyjskie:
A. Te raczej łagodne: muzyka, taniec, teatr czy też koncert
rockowy.
B. I straszliwe rodzaje samozatracenia:
-- w niebezpieczeństwie, tak jak wspinaczka wysokogórska, czy
rejsy poprzez morza, próby przetrwania w dziczy;
-- w śmierci, t.j. w samobójstwie, a może też w zabójstwie;
-- oddaniu się we władzę nieznanych sił, tak jak w oddaniu się
pracy dla organizacji przestępczej;
-- zerwanie więzi z bliskimi i ucieczka w nieznane -- emigracja
w obcy kraj, ale też taka, że pociąga za sobą zmianę osobistej
identyczności.
C. Ekstaza modlitewna -- czyli próba zbliżenia się do istoty
wyższej i zatracenie w tym kontakcie własnej osobowości;
"Lust drives him on - lust, desperate and wild,
Fate's sin contriving child -
And cure is none; beyond concealment clear,
Kindles sin's baleful glare."
To pożądanie, czyli oddawanie się dążeniom erotycznym jest
"fate's sin contriving child", tym współsprawcą losu prowadzącym do
oddzielenia się od Boga. Przyjęcie tych koncepcji dopuszcza
następującą hipotezę natury miłości Boga zgodną z hipotezą Jezusa
jako idealnego kochanka. Otóż Bóg kocha człowieka idealnie - nie
naruszając jego specyficznej struktury składników - chce go
przenieść w obszary życia wiecznego całego, tak jak przeniósł
Chrystusa. Jakiej miłości Bóg się domaga od człowieka w zamian.
Zasadniczo domaga się samozatracenia, a wobec innego człowieka i
siebie samego domaga się miłosierdzia. Samozatracenie
scharaketryzowane jest powyżej jako dionizyjska metoda orgii, a
miłosierdzie to elementarna siła miłosna, która polega na dawaniu
innemu z siebie. A zatem człowiek zatraca się w Bogu i rozdaje
siebie innym. Nie ma tu siły erotycznej, gdzie człowiek dąży do
czegoś co go pociąga - to coś może być inne niż Bóg. A Bóg
zastrzega sobie wyłączność. Ta siła erotyczna jest co prawda
włączona w miłość do Boga, ale jest już wprawiona w ramy orgii
zatracenia się w Bogu. Eros poza tym zatraceniem jest grzechem,
albo źródłem grzechu, szukaniem miłości poza Bogiem, zdradą.
-------
TJG
Listopad 1998
Copyright Š 1998, Tomasz Gil